Luty prawie jak Lipiec - witam Was rękodzielnie !




Czas przesmyknął jak mrugnięcie oka. Zapraszam Was ponownie do mojego Atelier Frywoliartspace :)

Pewnie wiecie jak to jest, kiedy wypada się z rytmu, czas biegnie swoim pokręconym rytmem. Z każdym dniem coraz trudniej przełamać i tak łatwo zapomnieć o potworzeniu, a jeśli nic nowego nie powstaje trudno jest o tym pisać. Na szczęście olśniło mnie i po prawie pół roku z uśmiechem powróciłam z zapałem i głową pełną nowych pomysłów. Warto jest dać sobie czasem małego restarta i zakombinować twórczy warsztat w poszukiwaniu inspiracji. Mam wrażenie jakby zaczynała od nowa rękodzielne potworzenie, a wszystko za sprawą kilku nowych skilli i sztuczek magicznych :)

Strona również przeszła pewną metamorfozę, chciałam ją odświeżyć i nadać czytelniejszego wyglądu, niestety nie udało mi się znaleźć idealnego szablonu w 100% oddającego moje oczekiwania. Ogólny rys osiągnęłam po wielu godzinach przesiewania gotowych wzorów. Chciałam wypróbować kafelkowy układ strony głównej. Zapewne, gdybym sama ją projektowała, wyglądałaby trochę inaczej i bardziej przypadła mi do gustu, ale cieszę się, że udało mi się większość ogarnąć. Wiele czasu straciłam na przedzieranie przez zawiłe wersy kodu, aby znaleźć upragnione zmienne, zaś kilka czcionkowych detali dalej czeka na nowe rezerwy cierpliwości i drobne poprawki. Wiem nie jest idealnie. W takich chwilach marzy mi się nauczyć dokładnie od podstaw jak takie szablony się pisze i ograniczyć dłubanie po omacku do minimum. Kto wie, może kiedyś i na to znajdzie się odpowiednia chwila?




Przez ten czas, kiedy zbierałam inspiracje, wiele pięknych rzeczy zadziało. W marcu odwiedziliśmy cudowny Wietnam, o którym jeszcze nie napisałam i nie wiem czy potrafię właściwie opowiadać, aby nie stracić tego czaru, który mam przed oczami, a który okazał jak sen oprawiony w ponad 5000 tysięcy barwnych kolorowych zdjęć. Zaledwie garstkę udało mi się umieścić na Instagramie jeszcze, kiedy byliśmy ponad 10.000 tysięcy kilometrów od domu. Cudem udało się przesiać i wybrać 600 fotografii, którymi podzieliliśmy z rodziną, a i to okazało się, aż nadto, ale na szczęście najbliżsi nam wybaczyli i cierpliwie przetrwali kolorowy pokaz. Powstał on z potrzeby przekazania wszystkich najciekawszych chwili, co jak wiadomo nie jest proste. Prawda jest tak, że jeśli samemu nie zobaczy się piękna krain i ludzi, nie poczuje zapachów, nie zazna dotyku gorącego, wilgotnego powietrze to nawet najcudowniejsze zdjęcia nie ukażą żywego tętna tamtego świata, który na zawsze pozostanie w nas. Nasze trzy tygodnie, które spędziliśmy na ziemiach Wietów, będą jak piękna mozaika, chwilami kiczowata, ale jakże smakowita.




Zwiedzając Wietnam i zbierając kalejdoskop ujęć fotograficznych, kolekcjonowałam pomysły rękodzielne. Mieniące niteczki olśnienia, które mogłabym pokazać i zaciekawić inne rękodzielne Duszyczki. Planowałam przedstawić Wam skrawek wietnamskiego rękodzieła, który udało mi się przelotnie uraczyć. Kilka z nich ukazuje klasyczne pstrokate stragany dobra wszelkiego. Na innych udało mi się uchwycić najczęściej spotykane techniki. Mam nadzieję, że kiedyś pokażę Wam naszą eskapada po fabryce jedwabiu gdzie widzieliśmy produkcję tej szlachetnej tkaniny począwszy od wyklucia larw, a skończywszy na gotowych sukniach barwnie mieniących na wieszakach i długich delikatnych szalach. Oto taki mały wietnamski fragmencik naszej wyprawy:




Rękodzielnie zaistniało kilka nowinek w moim warsztacie. Ostatnie frywolitki supełkowałam, przed wylotem na urlop. W planach miałam w wolnych chwilach upleść nową koronkę, nawet zabrałam motek ulubionej DMC, czółenka i szydełko, ale raptem w jeden dzień miałam czas zamachać łódeczkami jak czekaliśmy w Huế na pociąg do Hanoi. Typowe. Miałam pisać dziennik z podróży, a udało mi się zapisać pół strony przed poranną eskapadą do My Son. Mój Parszywek wyśmiał okrutnie mój słomiany zapał, tak samo jak dwie książki, które zabrałam, a nawet jednej nie przeczytałam. Za to mam "idealne" zdjęcie z Paragrafem 22 i szczytami wysp na morskiej wyprawie po Ha Long :D




Frywolnie zaznałam chwilowego przesycenia. Dobre prace wymagają czasu, a tego mam w obecnej chwili o wiele mniej niż, w wówczas, kiedy zaczynałam moją przygodę z supełkowaniem. Nie przestałam jednak wielbić tej techniki, porostu uznałam, że ciekawiej jest robić kilka różnych rzeczy, a dzięki temu może będzie więcej kreatywnych motywacji do pisania. 


Wierzę, że uda mi się zaplanować 

i zrealizować więcej inspirujących projektów. 


Widziałam, że to kiedyś nastąpi. Moja niespokojna twórcza dusza zapranie czegoś nowego, co okażę idealnym pretekstem do poszerzenia asortymentu i sprawienia sobie kilku nowych zabawek. Dlatego też w moim małym Atelier Frywoliartspace pojawiły się nowe koraliki głównie toho, za sprawą odkrytego czaru matowych jednolitych "mroźnych" frostów. Wyposażyłam się w małe metalowe krosno do tkania koralików, dysk kumihimo i dwa duże koralikowe czółenka do frywolitki, zaś urodzinowo w kwietniu skompletowałam mój mały zestaw do akwareli - tak wyposażona stanęłam przed nie lada dylematem, bo teraz chwilami nie bardzo wiem, czym chciałabym się bardziej zająć, ale satysfakcja niebanalna i cieszę się jak dziecko, że na coś przydało się to moje "poważne pracowanie", bo mogę spełnić swoje małe marzenia, które jak wiadomo łatwo spełnić gdyż są małe.




Niepozornie długi post wyklikał się – mam za swoje jakbym wcześniej przypomniała sobie o frywoleniu, byłoby zwięźlej, a tak, wypadało po kolei wszystko spisać. Szykuję się intrygujące, inspirujące lato. Chciałabym, aby było rękodzielnie zróżnicowane, zaś prezentowane na stronie prace multiskillowe. Mam nadzieję, że uda mi się częściej publikować, a nowinki doczekają zgrabnych wizualizacji. Ciekawa jestem jak Wam się spodobają. Muszę jeszcze tylko spisać krótki plan planu działania i do boju!


Zdrawiam Was Ciepło, Kolorowo i Puchato :) Juju  

Juju Frywoliartspace

Witam Was przeciepło i puchato. Jestem szalenie rada i uśmiecham się do Was serdecznie. Cieszę się, że mnie odwiedziliście. Chciałabym podzielić się z Wami moimi małymi, większymi pasjami, prozaicznymi jak i ważnymi myślami. Znajdziecie tu moje rękodzielne potworzenia, ubarwione poetycznie i słownie wespół z dniem dzisiejszym. Nie zabraknie również kotów, gdyż dzięki nim wszystko jakoś zgrabniej plecie.